Grębałów

 
Grębałów...
 
...  moja ojczyzna, moja kraina, mój dom.

banner pasek zdjęć

D.L. DSC02134 Dukat DSC02171 Koc.Kan.maj2 DSC07481

Słońce które robi że jest ciągle lato.

 Siedmioletni chłopiec, zabawnie hasa w przydomowym ogródku. To tam pobiega, to tu podskoczy, lub na ławkę siada i nogami majta, by czerpać z tego radość. Jest bardzo wesołym dzieckiem, chyba najbardziej w całym miasteczku. Wszyscy go tutaj lubią, bo wygadany jak na swój wiek i bardzo rezolutny. Najbardziej lubi huśtawkę, którą matka zawiesiła specjalnie dla niego. Wiedziała o jego marzeniu. Zawsze taką chciał. Teraz obserwuje go z okna, mając wielką miłość w sercu, dla swej pociechy. Kocha to dziecko najbardziej na świecie. Widzi, że podbiega do huśtawki, stojącej przy wielkim rozłożystym krzaku. No gdzie by indziej mógł tak szybko biec? Tylko tam, do tego, za czym najbardziej przepada. Usadawia się na siodełku i zaczyna huśtanie. Ma w tym wprawę. Za chwilę jest rozbujały na dobre. Nie widzi go cały czas, bo krzak zasłania. Pojawia się i znika. Patrzy jak urzeczona. To nawet zabawne. Wie, że zniknie, lecz za chwileczkę wróci. Tak go bardzo kocha. Specjalnie kupiła zieloną, bo to jego ulubiony kolor. Cieszył się i skakał z radości, jak taka mała małpka. Aż jej ciepło na sercu, od tej miłości, którą obdarzyła swoje dziecko. Nagle z rozmyślań, wyrywa ją pewne...zakłócenie obrazu. W pierwszej chwili nie dociera do niej, co się stało. Niby wszystko tak samo… a jednak nie. Huśtawka zza krzaka wraca, ale pusta.

 Matka jest przerażona. Na pewno spadł, poobijał swoje ciało i teraz leży, nie wiedząc, co robić. Huśtał się bardzo wysoko, jak na takie małe dziecko.

 Nie miała w sobie lęku. Nigdy nie było żadnego wypadku. Wiedział jak to robić. Nie chciał, żeby przy nim stała. Pragnął być samodzielnym. A przecież ma dopiero siedem lat.

 Powinnam tam stać. Ale czy mogłabym akurat coś zaradzić, gdyby zaczął spadać. Raczej wątpliwe. Tak czy siak, to moja wina. Nikogo innego.

 Takie myśli w jej głowie nie dają spokoju, kiedy biegnie zobaczyć, co się stało. Na pewno leży i potrzebuje pomocy. Tylko nic nie słyszę. Żadnego płaczu, wołania, czegokolwiek. Tylko nie to! Czyżby...nie, to niemożliwe. To nie może dotyczyć mojego dziecka. Nie przeżyję tego.

 Za krzakiem go nie ma. Nigdzie wkoło, też. Jakby się pod ziemię zapadł. Szuka go na całym ogródku. Może spadł na tyle szczęśliwie, że po prostu wstał i gdzieś sobie poszedł. Lecz nie może go znaleźć. Woła jego imię. Wciąż i wciąż. Oczy ma pełne łez. Mało co widzi. Wszystko jest zamazane, rozmazane i takie nie ważne. Tylko miłość do jej synka trwa w przekonaniu, że jednak wszystko będzie dobrze.

 No to zaczynam z tym huśtaniem – myśli sobie chłopczyk. - Obserwuje mnie z okna, to będzie się cieszyć, że tak wysoko umiem. Jestem wyżej i wyżej. Wiem, że trzeba nogami machać, żeby huśtaniu pomóc. Tylko ten krzak, mamę co chwila zasłania. Ale ją widzę. Pojawia się i znika. Wiem, że tam jest i mnie kocha: całym swoim sercem. Teraz właśnie najbardziej to odczuwam. Jestem jeszcze wyżej. Jakie to cudowne. Sam już nie wiem, czy to świat się kołysze, czy ja. Mam nadzieję, że nie spadnę. Mamie byłoby przykro, gdyby coś mi się stało. Znowu ją na moment widzę. Jest taka szczęśliwa i uśmiechnięta, jak ja teraz. Kupiła ją specjalnie dla mnie. No nic, muszę kończyć z tym bujaniem. Woła mnie na obiad. Ostatni raz polecę pod niebo.

 Ojej, co się dzieję. Chyba spadam...tylko gdzie? Nie ma ogródka. To znaczy jest...ale jakoś inaczej. Wszystko się zamazuje. Zaczynam w kółko wirować, chociaż nie odczuwam strachu. To dziwne, bo przecież powinienem się bać.

 Leżę na trawie. Nie wiem gdzie jestem. Ogródek niby podobny, ale nie taki sam. A poza tym słoneczna pogoda. Nie tak pochmurno i deszczowo, jak w naszym. Słyszę szelest za sobą. Spoglądam za siebie. Widzę małą dziewczynkę. Odzywa się do mnie:

– Wiesz gdzie jesteś?

– Nie wiem. Co się stało?

– Jesteś w świecie równoległym.

– Równoległym? A co to jest?

– Świat podobny do twojego, tylko trochę inny.

– To fajnie...ale moja mama…mogę ją stąd zobaczyć?

– Ty akurat możesz. Ale tylko zobaczyć. Spójrz przez tą dziwną dziurę.

 Widzę swoją mamę. Biega po ogródku i płacze. Coś ciągle woła, ale nie wiem: co. Na pewno moje imię. Jest tak blisko, a nie mogę jej dotknąć. Przytulić się do niej.

– Chcę tam wejść. Jak możesz mnie tu trzymać?

– Nie trzymam cię, ale nie możesz. Jeszcze nie teraz. To tak jakbyś oglądał film. Ona nie widzi naszego świata.

– Ale się o mnie martwi, a ja o nią. Chcę do niej wrócić. Nie widzisz?

– Widzę. Poczekaj trochę, to wejdziesz.

– Na co mam czekać?

– Masz szczęście. Ja takiego nie miałam. Nie jest mi tu źle, ale powrót niemożliwy.

– Szczęście? Co ty za głupoty mówisz?

– Jak na siedmiolatka, to jesteś wygadany.

– No to mów, dlaczego jestem wyjątkowy?

– Twoja mama, w chwili twojego zniknięcia, bardzo cię kochała. Właśnie w tych sekundach, chyba najbardziej. To uczucie nieustannie przenika do tego świata. Jak przeniknie całe, to wrócisz.

– Kiedy to nastąpi?

– Niebawem...aha... mam prezent dla ciebie: Żółtą Kulkę.

– Po co mi ona? Mam podobne.

– Ma w sobie pewną: moc.

– To co innego. Dawaj.

– Nie chcesz wiedzieć, jaka to moc?

– Pewnie, że chcę.

– Jak ją weźmiesz do ręki i chwilę potrzymasz, nie mając w sobie złości dla innych ludzi… to słońce zaświeci. Nawet, gdyby akurat padało i było pochmurno. Nawet burza zniknie.

– Naprawdę? To super.

– Ale to działa tylko bezpośrednio nad tobą. Nie wiem dokładnie, jaki ma zasięg.

– Nie ważne. Dzięki.

– Jest jeszcze coś. Ty musisz ją trzymać. W innej dłoni nie zadziała.

– A jak długo będzie działać?

– Nie wiem. Za chwilę wrócisz do ogrodu. Matka nadal będzie patrzyła w oknie, a ty się będziesz huśtać.

– Nie rozumiem.

– Mnie też to trudno pojąć. Wiem tylko, że z czasem, to mi wyjaśnią.

– Kto?

– Też nie wiem. Uważaj! Wracasz. Nie zgub kulki, którą ci dałam.

 Ale on ma wprawę w tym huśtaniu – myśli mama. – Buja się i buja szczęśliwie. Niepotrzebnie tak się lękam. Muszę go wreszcie zawołać, żeby przyszedł na obiad.

 Nagle znowu jestem na huśtawce. Jakby mojego zniknięcia, wcale nie było. Ściskam w ręce Żółtą Kulkę. Jest piękna, słoneczna pogoda. A wszędzie wokół pada deszcz. Będę musiał sprawić, żeby gdzie indziej, też ludzie mieli taką ładną. Jeżeli oczywiście wyrażą takie życzenie.

Mama się na pewno zdziwi, jak jej powiem, że mam w ręce takie małe Słońce, które robi, że jest ciągle lato.